|
Zaduszki Listopadowy chłód przeszywa Deszcz moczy do cna płaszczyk cienki Ona, zgarbiona, ledwie żywa Nabiera wody ze studzienki Kwiaty chce podlać na mogiłach bliskich, została tylko ona I męczy się, wszystkich przeżyła przez życie mocno doświadczona Pomału, chwiejnie nogi stawia zbliżając się do grobów dzieci Podlewa kwiaty, i poprawia Knot w zniczu, aby mocniej świecił Znicze zapala ręką drżącą Wspomnienia napływają falą Ze wspomnieniami łzy gorące Nie może się powstrzymać w żalu Córka na białaczkę umarła Gdy była jeszcze dzieckiem małym Syna jej śmierć z ramion wydarła Gdy serce jego bić przestało Z mężem przeżyła lat niemało Kochali się bardzo oboje Lecz kiedy jego już nie stało Samotnie wiedzie życie swoje Wiatr poły płaszcza jej rozwiewa Deszcz zmywa łzy gorące z twarzy A ona modli się, wpółżywa Za swoich zmarłych, na cmentarzu I prosi Boga, by łaskawie wysłuchał prośby jej serdecznej aby jej bliskich błogosławił I odpoczynek dał im wieczny |