|
Był raz Edek, chłopak bystry Chciał zapisać się do orkiestry Kochał muzykę ponad swoje życie, lecz nie ciężar... powiem wam skrycie. Kupił fortepian, instrument wielki Żeby go przenieść, potrzebne szelki – Plecy trzeszczą i pot się leje, Dziś z fortepianu się tylko śmieje Sprzedał ten kolos bez żałości, By nabyć coś dla wygodności Kupił organy przepiękny klawisz. Przepony się, od tego nie nabawisz – Lżejsze! – krzyknął Edek śmiało. Lecz i one ważyły nie mało. Poszedł więc klawisz między ludzi, W Edku nowy pomysł się budzi Kupił organki – rzecz do kieszeni Myślał że już tego, nic nie zmieni Ale tutaj, nie w kij trzeba dmuchać Musi czegoś lżejszego poszukać Więc szuka jakiejś, lżejszej sztuki, Takiej bez zadyszki i ciężkiej nauki. Były skrzypce i mandolina stara Bandżo, trąbka i w końcu gitara Z każdym nabytkiem było nowe życie Do każdej rzeczy podchodził należycie Ale instrument już po miesiącu Kończył żywot, na samym końcu. Pewnego dnia, w sklepowej wystawie Ujrzał coś pięknego, istne cudo prawie Małe, zgrabne, chyba diabła sprawka Ukulele - niczym muzyczna zabawka Wziął do ręki i westchnął na boku – Tego właśnie szukałem od roku! I od tej pory koncert czy wesele Towarzyszy mu zawsze małe ukulele Czy grał na rynku, czy na dużej scenie Wszystkich występów, dziś nie wymienię Lecz na każdym ludzie, byli zdumieni Że fortepian, na ukulele zmienił Choć niepozorny i niezwykle mały To ręku Edka daje ton wspaniały Z tej opowieści, płynie nauka I na ukulele, może powstać sztuka. |