W Kanadzie pewien pisarz z Londonu
Miał talent, lecz nie mówił nikomu
Że gdy brakowało mu w tekście treści,
Dolewał wody do swych opowieści.

Z początku była kropelka mała,
Która nikomu nie przeszkadzała.
Zdanie urosło o przecinki dwa
Wsadził przymiotników ile się da

Więc puchły mu z czasem rozdziały
Widać że tom będzie okazały
Bohater wszedł na jedną stronę,
Na drugiej nogę miał przestawioną

Na trzeciej stronie czapkę poprawił
Na czwartej czapki tej się pozbawił
Na piątej myślał, czy skręcić w lewo,
Na szóstej wpadł na duże drzewo.

Czytelnik zaś ziewał coraz śmielej:
Czy akcja ruszy, do przyszłej niedzieli?
Pisarz zaś wołał z wielką dumą:
Natychmiast patentuję mój pomysł z gumą

Można rozciągać swój wątek bez końca
do suchych treści klarowną ciecz  wtrącać
Nie ma w tym kłamstwa, nie ma przesady
Nie ma złośliwości obłudy czy zdrady

Lał ile można wiadrami, beczkami,
Woda płynęła  pełnymi strumieniami
Gdy nazbierało jej się całkiem sporo
Książka mu spuchła niczym jezioro,

Pewnego ranka otworzył rękopis,
Spojrzał i zbladł na własny opis.
Myślał że stworzył obraz wspaniały
Kartki jak ocean mu zafalowały

Wszystko w środku było na opak
Z rozdziału piątego wypłynął szczupak,
Ławice ryb pojawiały się wszędzie
Między akapitami pływały łabędzie,

Pisarz chciał dopłynąć do zakończenia,
Lecz nurt porwał go w głąb rozwleczenia.
Machnął metaforą, rzucił epitet,
Lecz tylko zrobił większy korytarz z liter.

Na pomoc przybiegł redaktor z nagłówka
Wyrzuć pan wszystkie niepotrzebne słówka
Wyłowił autora z rozdziału mokrego
Ścisnął rękopis — nie zostało nic z niego

To co do tej pory napisał wszystko
Nadało się tylko na dobre kąpielisko
Zgodził się w reszcie z jednym argumentem
Że lać wodę można zwykłym atramentem

Nie każda gruba księga, arcydziełem bywa,
Nie każda długa droga jakiś cel ukrywa.
Bo kiedy treść tonie w rozwlekłej urodzie,
Autor może też utonąć... we własnej wodzie.


Contact Us / Kontakt z nami
skaner@skaner.net / +1 519 641 8894