|
Idzie baba wesoła do samego nieba Bo taka jej była, gorąca potrzeba Na ziemi niemal dostawała szału Tak bardzo chciała dostać się do raju Przy bramie święty Piotr się pyta Skąd u ciebie taka nagła wizyta? Zdziwieni też byli, anieli oniemieli Czy aż tak źle jest, na tej waszej ziemi? Święty Piotr wpuszcza w końcu to babsko Ta zaś przypomniała włączone żelazko Które na ziemi nieroztropnie zostawiła I prędko spod bramy na ziemię wróciła Wpada do kuchni a tam same przysmaki Przyjęcie, wesele? pyta, czy bal jaki? Stypa ktoś powiada, dzisiaj po pogrzebie Tej co od trzech dni, buja sobie w niebie Podarła buty w tej drodze do nieba Nowe by trzeba kupić, taka jest potrzeba Zagląda ostrożnie tam gdzie miała kasę I widzi rachunków i kwitów całą masę Czyżby na koniec dopadła mnie bieda? Gdzież się podziała cała moja scheda? Otwiera oczy, gdy mąż mówi do niej czule - Kiedy mi skończysz prasować koszulę? Życie to nie bajka to nie senna zmora Nie widzi już w mężu strasznego potwora Przed którym ona by do raju uciekła Woli prozę życia niż wszelkie nieba czy piekła |