ORSZAK KRÓLEWSKI NA BAGNIE

Był to bogaty orszak królewski. Król, królowa, królewna (ach, przepiękna królewna!), panowie ze szpadami u boku, damy nadworne w sukniach robroniastych.* Wszystko to, rozumie się, z cukru.
Podróżowano dla przyjemności, dla ogłady, dla większej kultury. Na postojach rozkładano się, tańczono, swywolono pod drzewami na murawie. Panie uczyły pieski służyć, panowie grali w faraona**. Śpiewano przy gitarach i harfach.
Królestwo jechali w złotej karecie, reszta w pięknych pojazdach. Pewnego wieczoru trafiono na bagno. Leżało po drodze i lśniło jak stalowe.
Iść, czy nie iść? Na próżno ostrożne damy, lękające się kataru, i uczeni, obawiający się rozmiękczenia mózgu, radzili obejść bokiem! Król się uparł: – Wierzę w gwiazdę mojej dynastii! Dalej naprzód! Kto tchórz, niech obchodzi…
Królewna klasnęła w ręce. No, nareszcie: pozna, co to jest niebezpieczeństwo…
Z początku było doskonale. Jechało się jak po darni. Nagle: chlap! chlap! chlap! Zarwał się powóz, raz i drugi. Więc król, królowa, królewna wyskoczyli z karety…
Ach! Cóż za widok!
Konie boleśnie rżały i topniały od kopyt… Zapadały z wolna na nogach coraz krótszych! A dalej co? Cały orszak. Wszystko to uwięzione w błocie, wszystko topniejące. Panowie wymachiwali przy tym szpadami, uczeni chwytali się za głowę, panie krzyczały: ach! ach! – kichały lub mdlały stojąco.
Lecz nie było czasu na oglądanie tych nieszczęść, bo król, królowa i królewna także zaczęli topnieć.
Kareta leżała już na boku, bo koła prysły. Konie rwały się jeszcze, ale już tkwiły po brzuchy w bagnie. Królowa przycisnęła mopsa do piersi i krzyczała: – Mój biedny Żoko! Czyż Boga nie ma w niebie!
A królewna: – Ach!
Jej piękne małe stopki, które ucałować tak marzył pazik w noc miesięczną, stopniały, a ona uniosła podołek swej różowo-złotej sukienki, aby jej rąbek się nie zabrukał. Lecz na próżno!
Załkała królewna: – Więc to tak naprawdę wygląda niebezpieczeństwo! Ach! ach! Jakie ono szkaradne! Ja nie chcę topnieć – wołała sopranem, zapadając się coraz głębiej – ja chcę kochać!
Jej gorące małe serce zawodziło głośno: – Ach! kochać… kochać… kochać… kiedy się czuje w sobie tyle słodyczy!
Wołała, że chce kochać, dopóki jej serce nie stopniało. Umarła, utrzymując do końca, że chce kochać, nie topnieć!
Król zdjął z głowy koronę i krzyczał: – Ratujcie regalia królewskie!
Już go nie było widać z błota, a jeszcze trząsł ręką i wystawiał w górę koronę i berło królewskie!
Nareszcie wszystko stopniało, zapadło i umilkło.
Wyszedł księżyc i łagodnie oświetlił dwie plamy: czerwoną – po sercu królewny, i żółtą – po regaliach królewskich.
Leon Choromański (1872-1953)
* robroniasty – od robron: szeroka, rozklo-szowana i usztywniona suknia.
** faraon – dawna hazardowa gra w karty.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>