ŚPIEWY HISTORYCZNE – Jan III

JULIAN  URSYN  NIEMCEWICZ  (1757-1841)
Jan III
1.
Przed kim Osmana uległa potęga,
Kto świeżym laurem czoło swe ozdobił,
Ten po najwyższą godność śmiele sięga,
Wart berła, kto się mieczem berła dobił.
2
Trapił bezbronną Polskę Turczyn dziki,
Płonęły miasta pożarem i dymem,
Kiedy Sobieski z nielicznymi szyki
Zniósł bisurmańskie hufce pod Chocimem.
3
Jeszcze nie otarł szabli, krwią oblanej,
A już nieszczęsny Michał żyć przestaje,
Sobieski, chlubny z tak świetnej wygranej,
Z zwycięskim wojskiem w polu obrad staje.
4
Wielu się książąt o tron ubiegało,
Świetnych potęgą i licznym orszakiem;
Ci rodem, Jan nasz jaśniał tylko chwałą,
Umiał zwyciężać, był naszym rodakiem.
5
Już z wodza królem, rządząc dwa narody,
Szkodliwe błędy zamyśla poprawić,
Lecz gdy w tym znalazł niezłomne przeszkody,
Zostało tylko orężem się wsławić.
6
Kara Mustafa, tłum Turków zawzięty,
Groźnie się zbliżał ku wiedeńskim szańcom.
Uciekł Leopold, bojaźnią przejęty,
Stolicę na łup wydając pogańcom.
7
Tu poseł jego, widząc króla Jana,
„Ratuj! – zawołał – i Wiedeń, i państwo!”
To mówiąc z płaczem upadł na kolana,
A legat przydał: „Ratuj chrześcijaństwo!”
8
Bohatyr, tknięty głosem potrwożonych.
Sam spiesznie wiedzie swe hufce dobrane,
Już na Kalbergu w oczach oblężonych
Widać proporców lasy nieprzejrzane.
9
Jak orzeł, kiedy w dole zoczy zwierza,
Lotnym się szybem pod obłoków ciska,
Z tym pędem wojsko Polaków uderza
I szablą wpośród nieprzyjaciół błyska.
10
Rozprasza tłumy rycerstwo skrzydlate
I Mahometa chorągiew wydziera,
Zdobywa obóz i łupy bogate,
A Wiedeń bramy zwycięzcom otwiera.
11
Wjeżdża Jan Trzeci z swoimi hetmany,
Wpośród radosnych pospólstwa okrzyków;
Gdzie się pokazał, wszędzie głos słyszany:
„Oto nasz zbawca, pierwszy z wojowników.”
12
Niechętnie cesarz dobroczyńcę wita;
W licznym orszaku jadą z nim dworacy,
Szata ich złotem i perłami szyta,
Przy królu zbrojne na koniach Polacy.
13
Odmienne były monarchów postacie.
Chciał cesarz mówić, lecz gdy słów nie
stało,
Rzekł mu król polski: „Rad jestem, mój bracie,
Żem ci uczynił tę przysługę miłą.”
14
Król, co tak dzielnie postąpił w tej sprawie,
Nie znalazł później wdzięczności zapłaty:
W każdym przymierzu i w każdej wyprawie
Nie widział, tylko zawody i straty.
15
Wśród trosków wolnej chcąc używać doby,
Gdzie Wisła raz się okaże, znów chowa,
Zgromadza głazy i świetne ozdoby
I wznosi pyszne gmachy Wilanowa.
16
To było jego najmilsze ustronie;
Tam słodząc troski zbyt przykrej niedoli,
Z swym Jabłonowskim lub w uczonym gronie
Chodził pod cieniem odwiecznych topoli.
17
Tu umarł; a jak słońce u zachodu
Jaśniejszym ziemię oświeca promieniem,
Tak i on dzielniej wzniósł sławę narodu,
Nim Polska śmierci okryła się cieniem.
Jan Sobieski – urodził się w roku 1629, obrano go na króla w 1674, zmarł w 1696. W 1673 pobił Turków pod Chocimiem, we wrześniu 1683 – pod Wiedniem.

ORSZAK KRÓLEWSKI NA BAGNIE

Był to bogaty orszak królewski. Król, królowa, królewna (ach, przepiękna królewna!), panowie ze szpadami u boku, damy nadworne w sukniach robroniastych.* Wszystko to, rozumie się, z cukru.
Podróżowano dla przyjemności, dla ogłady, dla większej kultury. Na postojach rozkładano się, tańczono, swywolono pod drzewami na murawie. Panie uczyły pieski służyć, panowie grali w faraona**. Śpiewano przy gitarach i harfach.
Królestwo jechali w złotej karecie, reszta w pięknych pojazdach. Pewnego wieczoru trafiono na bagno. Leżało po drodze i lśniło jak stalowe.
Iść, czy nie iść? Na próżno ostrożne damy, lękające się kataru, i uczeni, obawiający się rozmiękczenia mózgu, radzili obejść bokiem! Król się uparł: – Wierzę w gwiazdę mojej dynastii! Dalej naprzód! Kto tchórz, niech obchodzi…
Królewna klasnęła w ręce. No, nareszcie: pozna, co to jest niebezpieczeństwo…
Z początku było doskonale. Jechało się jak po darni. Nagle: chlap! chlap! chlap! Zarwał się powóz, raz i drugi. Więc król, królowa, królewna wyskoczyli z karety…
Ach! Cóż za widok!
Konie boleśnie rżały i topniały od kopyt… Zapadały z wolna na nogach coraz krótszych! A dalej co? Cały orszak. Wszystko to uwięzione w błocie, wszystko topniejące. Panowie wymachiwali przy tym szpadami, uczeni chwytali się za głowę, panie krzyczały: ach! ach! – kichały lub mdlały stojąco.
Lecz nie było czasu na oglądanie tych nieszczęść, bo król, królowa i królewna także zaczęli topnieć.
Kareta leżała już na boku, bo koła prysły. Konie rwały się jeszcze, ale już tkwiły po brzuchy w bagnie. Królowa przycisnęła mopsa do piersi i krzyczała: – Mój biedny Żoko! Czyż Boga nie ma w niebie!
A królewna: – Ach!
Jej piękne małe stopki, które ucałować tak marzył pazik w noc miesięczną, stopniały, a ona uniosła podołek swej różowo-złotej sukienki, aby jej rąbek się nie zabrukał. Lecz na próżno!
Załkała królewna: – Więc to tak naprawdę wygląda niebezpieczeństwo! Ach! ach! Jakie ono szkaradne! Ja nie chcę topnieć – wołała sopranem, zapadając się coraz głębiej – ja chcę kochać!
Jej gorące małe serce zawodziło głośno: – Ach! kochać… kochać… kochać… kiedy się czuje w sobie tyle słodyczy!
Wołała, że chce kochać, dopóki jej serce nie stopniało. Umarła, utrzymując do końca, że chce kochać, nie topnieć!
Król zdjął z głowy koronę i krzyczał: – Ratujcie regalia królewskie!
Już go nie było widać z błota, a jeszcze trząsł ręką i wystawiał w górę koronę i berło królewskie!
Nareszcie wszystko stopniało, zapadło i umilkło.
Wyszedł księżyc i łagodnie oświetlił dwie plamy: czerwoną – po sercu królewny, i żółtą – po regaliach królewskich.
Leon Choromański (1872-1953)
* robroniasty – od robron: szeroka, rozklo-szowana i usztywniona suknia.
** faraon – dawna hazardowa gra w karty.

NIE WYSTARCZY PATRZEĆ OCZAMI

Sklepy, które specjalizują się w sprzedaży żywności importowanej z Polski bądź produkowanej w Kanadzie, ale tak, by jak najbardziej przypominała smakiem to, do czego wielu mieszkających tutaj Polaków ciągle tęskni, mają w ofercie również prasę i książki. O jednej z publikacji książkowych, od niedawna w sprzedaży, mówi Skanerowi Danuta Szmidt, jej mieszkająca w London autorka.
NIE  WYSTARCZY  PATRZEĆ  OCZAMI
Książka mojego autorstwa “Droga ku życiu”, wydana przez Studio Astropsychologii w Białymstoku, dotyczy różnych aspektów ludzkiej egzystencji. Miłość, cierpienie, przeznaczenie, uzdrawianie, umieranie – to tylko niektóre z tematów poruszanych w mojej książce.
Tendencje do narzekania są czymś tak powszechnym w tym świecie, jakby zupełnie nie można było bez nich żyć. A właściwie to do czego są nam one potrzebne? Czy rozwiązały kiedyś czyjeś problemy? Myślę, że w pierwszej kolejności powinniśmy wyeliminować je z naszego życia, gdyż poza tym, że niczego nie rozwiązują, to na dodatek czynią z nas ludzi-ofiary. Zatem żeby nie uchodzić za takiego człowieka w tym świecie, trzeba nauczyć się żyć bez narzekania.
Skąd takie zainteresowania?
Będąc młodą osobą doświadczyłam zdarzenia, którego nie sposób wytłumaczyć racjonalnie. Zdarzenie, które miało miejsce blisko czterdzieści lat temu, spowodowało, że zaczęłam mocno zastanawiać się nad życiem i śmiercią. Z czasem chęć poznania tego, co nieznane, przesłoniła wszystko inne w moim życiu – i tak już jest po dziś dzień. Stałam się niestrudzonym poszukiwaczem prawdy – dotyczącej ludzkiego życia. Moje poszukiwania przeplatane są niezwykle ekscytującymi doświadczeniami, które – podobnie jak moje sny – ale nie te zwyczajne, które śnię każdej nocy, lecz te nadzwyczajne, których człowiek może doświadczać jedynie na głębszym poziomie – są inspiracją do poszukiwań i odkrywania tego, co zostało przed nami ukryte.
Czy to pierwsza publikacja, czy było coś przedtem?
Jeśli chodzi o książkę, to jest to moja pierwsza książka. Natomiast wcześniej pisałam – i nadal piszę – artykuły, które publikowane są w Stanach Zjednoczonych.
Jak udało się znaleźć wydawcę w czasie, gdy o to coraz trudniej, gdy dużo ludzi wydaje książki we własnym zakresie?
Zanim odpowiem na to pytanie, chcę zaznaczyć, że książki tej nie wymyśliłam. Ja nawet nie zamierzałam jej pisać. To, co doprowadziło do jej pisania, zaskoczyło mnie samą. Chodzi bowiem o to, że książka miała zaistnieć i zaistniała, gdyż takie było jej przeznaczenie.
Natomiast jeśli chodzi o wydawcę, to tak naprawdę nawet nie musiałam go szukać. Otóż po napisaniu pierwszych kilkunastu rozdziałów pomyślałam sobie, że właściwie dobrze byłoby rozejrzeć się za wydawnictwem. Postanowiłam jednak najpierw sprawdzić w sieci, co na ten temat mają do powiedzenia tak zwani eksperci. To, co przeczytałam, niestety, nie było budujące. Pomyślałam więc sobie: “W co ja właściwie zostałam wplątana? Przecież gdybym miała wcześniej na ten temat jakiekolwiek pojęcie, to w ogóle nie przystąpiłabym do pisania książki”. Byłam naprawdę rozczarowana.
Zwróciłam się wtedy do Ducha Świętego z zapytaniem, czy zdaje sobie sprawę z tego, jakie realia panują w tym świecie? Chwilę później zdjęłam z półki kilka książek i rozłożyłam je przed sobą. Następnie zadałam sobie pytanie: “Które z wydawnictw wybrałabym, gdybym tylko miała taką możliwość?” Nad odpowiedzią nie zastanawiałam się długo – zdecydowanie wybrałam Studio Astropsychologii w Białymstoku i to z kilku powodów.
Następnego dnia w pierwszej kolejności zadzwoniłam do wybranego przez siebie wydawnictwa. Po dłuższej rozmowie z redaktorem zostałam  poproszona o przesłanie tego, co już napisałam. Wszystko to, co działo się później, przeszło moje wszelkie oczekiwania. Zbyt długa to jednak historia, by opowiedzieć ją w tym miejscu. Ale postaram się zrobić to – choćby tylko częściowo – na spotkaniu, które odbędzie się 13 listopada tego roku o godzinie 19:00 w Bibliotece Centralnej przy ulicy Dundas 251. Temat spotkania, którego organizatorem jest London Public Library, to “Jak uwolnić się od cierpienia?”.
Co jeszcze Panią interesuje?
Moje zainteresowania dotyczą wielu dziedzin, o niektórych z nich nie omieszkam wspomnieć podczas spotkania, do którego szczególnie pragnę zachęcić osoby mające odwagę spojrzeć na siebie i świat w odmienny sposób.
Generalnie mówiąc, moje życie to pasja odkrywania rzeczy powszechnie nieznanych, zagadkowych i tajemniczych, a na to składa się naprawdę wiele.
Kiedy odkryłam, że świat nie jest tym, czym myślałam, że jest – a ja nie jestem tym, z czym się wcześniej utożsamiałam – natomiast życie nie jest tym, co o nim myślałam – a śmierć nie jest tym, co o niej wiedziałam – zrozumiałam, że nie wystarczy patrzeć na wszystko tylko oczami i słuchać jedynie uszami.
Od kiedy jest Pani w Kanadzie, w London?
W Kanadzie, także i w London, jestem od roku 1999.
Gdzie można znaleźć Pani książkę?
Jeśli chodzi o London, to można kupić ją w sklepie Alicia’s Fine Foods lub wypożyczyć w London Public Library.
Od redakcji: Fragmenty w ramkach pochodzą z felietonu Danuty Szmidt pt. “Myśli, które myślisz”, opublikowanego 27 lipca ubr. w wydawanym w Chicago “Dzienniku Związkowym”.
RAMKI:
1.
Tendencje do narzekania są czymś tak powszechnym w tym świecie, jakby zupełnie nie można było bez nich żyć. A właściwie to do czego są nam one potrzebne? Czy rozwiązały kiedyś czyjeś problemy? Myślę, że w pierwszej kolejności powinniśmy wyelimi-nować je z naszego życia, gdyż poza tym, że niczego nie roz-wiązują, to na dodatek czynią z nas ludzi-ofiary. Zatem żeby nie uchodzić za takiego człowieka w tym świecie, trzeba nauczyć się żyć bez narzekania.
2.
[...] człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, do jakiego stopnia niszczone jest jego życie tylko za sprawą myśli. Oczywiście są myśli i Myśli. Jedne z nich ściągają nas w dół, a drugie wynoszą w górę.

Przygoda Arystoklesa – HENRYK SIENKIEWICZ

Akryzione, żona Ktezipa, golibrody z Eginy, była to rządna gospodyni, ale niewiasta nieco swarliwa, trzymająca krótko niewolników i męża. Toteż ujrzawszy go pewnego razu wracającego dość nierównym krokiem z portu w towarzystwie nieznanego człowieka, wypadła natychmiast przed dom i wziąwszy się pod boki poczęła wypytywać:
- Cóż to za drągala za sobą prowadzisz? Założę się o dwie drachmy, że znów kupiłeś niewolnika.
- Krysiu, tylko uspokój się! – odrzekł pokorny Ktezip. – Wiesz, że do obsługi gości potrzeba mi trzech ludzi, a Kalias zestarzał się okropnie. Wczoraj dziobnął nożyczkami Archytasa za lewym uchem, wskutek czego Archytas nie chciał za strzyżenie zapłacić. Tak nie można… Musiałem kupić kogoś do pomocy, więc kupiłem i… tanio kupiłem…
- A dla dobicia targu spiłeś się z tym, który cię oszukał?…
- Mam trochę czkawki, ale nikt mnie nie oszukał. Sprzedał mi go jakiś bardzo porządny Spartanin… Pollis… tak! Pollis! Nie byle kto, bo powiedział, że wraca z Syrakuz, gdzie był posłem do tyrana Dionizjusza, który mu właśnie tego człowieka darował.
- To głupi był, że go i darmo wziął, a tyś jeszcze głupszy, żeś za niego zapłacił. Dość spojrzeć, żeby poznać, że to jakiś niedołęga.
- Bo miał morską chorobę, ale spójrz jeno na jego twarz i barki. Pachołek jak dąb, niech się tylko trochę odżywi…
- Tak, odżywi! Czterech będzie teraz, dzięki twojej mądrości, darmozjadów, którzy w tydzień więcej pożrą i wypiją, niż w miesiąc zarobią.
Tu, zmierzywszy gniewnym wzrokiem niewolnika, spytała nagle:
- Czego patrzysz na mnie jak kozioł w wodę?
A niewolnik skłonił się i odpowiedział:
- Ja się wykupię, pani… Pochodzę z dobrej rodziny i mam możnych przyjaciół.
- Na Atenę Ergane! – zawołała Akryzione. – Znamy się na tych dobrych rodzinach i tych wszystkich przyjaciołach. Każdy nowo kupiony tak mówi, żeby go napychać jadłem po gardło i nie zapędzać do roboty. Coś za jeden?
- Jestem Ateńczyk, pani, syn Aristona z Kolitu. Imię moje jest Arystokles, a przezwisko, które może obiło się o twe uszy… Platon.
- Platon? Pierwsze słyszę! A umiesz strzyc i golić?
- Nie, pani.
Na to Akryzione zwróciła się znów do męża:
- Z góry wiedziałam, że będzie do niczego…